Sytuacja “podbramkowa”
Weekend po raz kolejny przyniósł wieści pozwalające uwierzyć, że nasz kraj nie leży w środkowej Europie tylko na Dzikim Zachodzie… Otóż policja zatrzymała ochroniarza krakowskiego klubu, który UCIĄŁ DŁOŃ jednemu z klientów!
Do zajścia doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce z powodu uruchomionego alarmu, zobaczyli wybiegających z klubu dwóch mężczyzn. Jeden z nich zamachnął się na drugiego, ciach i po sprawie. Ranny został przewieziony do specjalistycznego szpitala we Wrocławiu (swoją drogą to w Krakowie nie można było przeprowadzić zabiegu?), a narwany ochroniarz skuty i zabrany na komendę.
O dalszych losach obu panów wiadomo tylko tyle, że nożownikowi (a raczej “maczetnikowi”) grozi do 10 lat pozbawienia wolności, to chyba niewiele za spowodowanie trwałego uszczerbku na zdrowiu. Nie ma jednak wieści co z klientem klubu, a raczej jego dłonią. Zajście wskazuje na bardzo ważny problem, a mianowicie ochronę w polskich lokalach. Kto był, wie, że zamiast dbać o bezpieczeństwo klientów, troszczy się wyłącznie o pożądek pomijając wszelkie formuły grzecznościowe.
Oczywiście, nie można wrzucać wszystkich ochroniarzy do jednego worka. Są tacy, którzy potrafią skutecznie zadbać o porządek nie stosując przemocy. Wiadomo, że niełatwo zapanować nad pijanymi klientami i czasem sami proszą się o zastosowanie drastycznych środków. Nie po to jednak pretendenci do pracy “na bramce” uczą się różnych technik obezwładniania i radzenia sobie w trudnych sytuacjach, by załatwić sprawę zwykłym tłuczeniem po głowie.
Drugą kwestią jest obecność maczety w klubie. Czy aby nie jest to przedmiot, który w takim miejscu znaleźć się nie powinien??? “Bramkarze” często przeszukują klientów na wejściu do klubu, a sami przynoszą do niego broń, która jak się przekonaliśmy, wcale nie służy do straszenia. Jeżeli ochroniarze pełnią w jakimś sensie służbę publiczną, powinny ich dotyczyć tak precyzyjne przepisy, jak w przypadku służb mundurowych. Nie tylko broń może wyrządzić krzywdę w nieodpowiednich dłoniach. Sama ręka, używana bez porozumienia ze zdrowym rozsądkiem narobi wystarczająco dużo szkód. Do tego adrenalina, poczucie władzy dzięki uprzywilejowanej pozycji w klubie, “plecy” kolegów, a nierzadko również otępiony przez anaboliki mózg powodują, że w końcu dochodzi do takich tragedii jak ta w Krakowie.
Jeżeli więc zawód ochroniarza nie zostanie odpowiednio unormowany prawnie, nadal – słusznie czy nie – będzie oceniany jako ten, w którym proces rekrutacyjny opiera się na wielkości bicepsa, a nie mózgu…
No Comments